Jest takie powiedzenie: „Polak potrafi”. Choć czasami używa się go w kontekście polskiego cwaniactwa, które bywa odbierane negatywnie, niekiedy opisuje ono nasze przedsiębiorcze zacięcie i umiejętność tworzenia czegoś z niczego. Tak było również w naszym przypadku.
- Gotowość do tytanicznej pracy
Nie oszukujmy się, bez ogromnego zaangażowania nic by się nie udało. Lecąc po raz pierwszy do Dubaju, czuliśmy się jak Polski Korpus Ekspedycyjny, który zamierza podbić Zjednoczone Emiraty Arabskie swoimi lodami. Wszyscy wiedzieliśmy, że czeka nas trudna droga, ale nikt nie spodziewał się, jak bardzo. Przez wiele tygodni pracowaliśmy po 6, a nawet 7 dni w tygodniu, spędzając po 12, 14, a czasem nawet 16 godzin dziennie na pracy. Takie zaangażowanie kilkuosobowego zespołu było kluczowe. Bez tych tysięcy roboczogodzin nie udałoby się zbudować całej sieci w pół roku.
- Kapitał – bez niego ani rusz
Możesz mieć najlepsze chęci i być gotowym do pracy dzień i noc, ale bez kapitału, nawet Salomon z pustego nie naleje. Aby wejść na rynek i się na nim utrzymać, potrzebne są fundusze. My zdobyliśmy środki dzięki tokenizacji, co pozwoliło nam na zakup maszyn do lodów, produkcję kiosków, opłacenie czynszu w galeriach handlowych, zbudowanie zespołu w Emiratach i wiele innych działań operacyjnych.
Mieliśmy więc dwa kluczowe elementy: zespół gotowy do ciężkiej pracy i kapitał niezbędny do realizacji planu.
- Nie wiesz, czego nie wiesz
Jest takie powiedzenie, które często przypisuje się Einsteinowi: „Wszyscy myśleli, że coś jest niemożliwe do zrobienia, aż przyszedł ktoś, kto tego nie wiedział i po prostu to zrobił.” To idealnie obrazuje naszą sytuację. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, że tempo, które sobie narzuciliśmy, jest wyjątkowe. Wydawało nam się, że tak po prostu działa się w Dubaju. Dopiero później dowiedzieliśmy się od lokalnych przedsiębiorców, że tak szybkie zbudowanie gęstej sieci lodziarni było ewenementem. My po prostu nie wiedzieliśmy, że można działać inaczej.
W szczytowym momencie mieliśmy 22 własne punkty z lodami, kilka punktów partnerskich oraz współpracę ze stacją benzynową Emarat. Nasza ekspansja była szybka i efektywna.
Tutaj nasza
archiwalna mapa, kilku punktów brakuje.
Przepis na sukces w Emiratach: pot, zaciskanie zębów i kapitał
Połączenie gotowości do ciężkiej pracy, kapitału na rozwój i pewnej zuchwałości nie gwarantuje sukcesu, ale na pewno pomaga. Po drodze straciliśmy sporo pieniędzy przez nieuczciwych kontrahentów, a niektórzy podwykonawcy przeciągali swoje prace o wiele miesięcy. Były momenty, kiedy widmo bankructwa wydawało się realne, a my zastanawialiśmy się, czy wrócimy do Polski z pustymi rękami. Jednak dzięki determinacji naszego CEO, Tomasza Szopińskiego, wyrozumiałości wspólników i tytanicznej pracy zespołu operacyjnego, przetrwaliśmy te trudne czasy i ostatecznie ugruntowaliśmy naszą pozycję na rynku Bliskiego Wschodu.
Dubaj i całe Emiraty z jednej strony wymagają odwagi i wiary w sukces, a z drugiej – uczą pokory, cierpliwości i kwestionowania utartych schematów. To lekcja, która zostaje na zawsze: „Śpiesz się powoli” – to podejście, które warto wypracować w sobie na tym wymagającym rynku.
